dzien 4 – 2009

By | 7 marca 2009

2009-03-07 01:00

Dziś inauguracja konkursu, dzień, w którym nasz samolot zostanie oficjalnie zaprezentowany podczas kilkunastominutowej prezentacji w hotelu AirTel Plaza.

Tuż po godzinie 9:00 składamy podpisy pod regulaminem i zostajemy
zaobrączkowani przez organizatorów (opaski na nadgarstek). Przechodzimy pomyślnie rejestrację,
odbieramy jeszcze koszulki i czapki z logo SAE.

W chwili gdy Wojtek stanie przed szanownym jury, tylko od niego zależeć będzie, jak wypadnie nasze dzieło w oczach specjalistów. Jest o co walczyć, za część teoretyczną zdobyć można znaczną część punktów.

Model już gotowy, prezentacja zapięta na ostatni guzik, presja daje się we znaki.

Aby upuścić nieco ciśnienia i odreagować przed popołudniową prezentacją organizujemy kilkugodzinny wypad do sąsiedniego miasta Santa Monica. Malownicze wybrzeże, skaliste wzgórza oraz szeroka i piaszczysta plaża sprawiają, że przez moment zapominamy o towarzyszącym nam napięciu.

W tym samym czasie Radek i Piotr szybują gdzieś pod błękitem nieba, napawając się niecodziennymi widokami … ale może oddajmy głos Faculty Advisor’owi.

Rano wybraliśmy się z Piotrem do Marka Małolepszego, polskiego szybownika od lat zamieszkałego w miejscowości Tujunga, 10 mil od naszego hotelu. Wcześniej jeszcze tankujemy paliwo do Toyoty.

Miło jest obserwować tankowanie do pełna takiego paliwożernego potwora za jedyne 30 dolarów …

Na krzyżówkach osiedlowych amerykańskie rozwiązanie: 4 znaki STOP na każdej uliczce dojazdowej. Pierwszeństwo ma ten, kto pierwszy dojedzie i zatrzyma się na STOP’ie. Wydaje się to kontrowersyjne, ale działa znakomicie.
Myślimy jednak iż w Polsce absolutnie by się nie sprawdziło …

Marek wita nas śniadaniem. Chleb pochodzi z piekarni prowadzonej przez Szweda. Wreszcie w ustach mamy prawdziwy europejski chleb. Niebo w gębie.

Marek pokazuje nam dom i jego dumę – pólko z 80-cioma krzakami winogron. Po trzech latach hodowli dochowuje się już zbiorów. Po obfitym śniadaniu ruszamy na lotnisko Krey Field.

Droga bardzo ciekawa, odcinek pomiędzy Santa Clarita a Palmdale (autostrada 14) bardzo przypomina Kretę – uboga roślinność spalona słońcem, czerwona ziemia, autostrada wije się zakrętami w wąwozach wyciętych w skałach. Po wjechaniu drogą 138 na płaskowyż położony na wysokości 1000 m npt teren się wypłaszcza. Zaczyna się pustynia
Mojave. Widoki znane z amerykańskich filmów, np. z takiego – może niezbyt ambitnego – „Wzgórza mają oczy”.

Drogą szutrową docieramy wreszcie na lotnisko. Szybowce zakotwiczone stoją na dworze. Wszystkie metalowe – suche powietrze i pustynny wiatr im nie szkodzą, tylko piasek szlifuje malowane powierzchnie.

Pomieszczenia klubu … spuśćmy może zasłonę miłosierdzia. Najlepszy jest komentarz Marka – Amerykanie nie wydadzą ani jednego dolara więcej niż potrzeba. Strach trochę siadać na fotelach widząc chmurę kurzu, która się z nich unosi.

Jesteśmy drudzy w kolejce. Obserwujemy kozackie lądowanie dwóch staruszków, po czym Radek pakuje się do kabiny. Wieje bardzo silny wiatr. Jak to na Amerykę przystało – baaaaaardzo dłuuuga lina.

Wyczepienie na 5000ft, 2000ft nad lotniskiem, jakieś 700m. Dookoła pustynia, nieliczne tylko farmy. Na południu wysokie na 2700m npm góry, na północy widoczna plama słonego jeziora i słynnej z lądowań kosmicznych wahadłowców bazy
Edwards. Chwila krążenia przynosi 1000 stóp zysku wysokości, ale nieubłagany wiatr odpycha od lotniska. Po dwuzakrętowym kręgu jesteśmy na ziemi. Do szybowca pakuje się Piotr, Radek tymczasem wsiada do samochodu i pomyka do Hotelu Airtel, w którym powoli zaczynają się przygotowania do rozpoczęcia części teoretycznej zawodów.

Odbierzmy teraz głos opiekunowi. Po powrocie z Santa Monica pakujemy model do samochodu i śmigamy do Hotelu Airtel. Położony jest on tuż przy lotnisku Van Nuys, o

którym mówi się, iż jest największym lotniskiem General Aviation na świecie, z ponad 800 samolotami stacjonującymi tam na stałe. O tym, że hotel ma lotniskowy charakter przekonujemy się już przed wejściem – wypolerowana blacha osłony
gwiazdowego silnika służy za kontuar. W holu potężny model samolotu pasażerskiego.

Na sali konferencyjnej rozkładamy model pośród innych uczestników konkursu. Podobne uwagi jak na zeszłorocznych zawodach – dosyć niska jakość wykończenia modeli. Poza tym pojawiają się bardzo kontrowersyjne rozwiązania poszczególnych elementów modeli.

Wojtek wbity w garnitur zaczyna nerwowo spacerować – odznaka stresu przed nadchodzącą konfrontacja – to on produkuje się na prezentacji.

Tymczasem Marcin kończy naklejanie numerów startowych i około godz. 16:15 rozpoczyna się badanie techniczne naszego modelu.

Badanie przeprowadza Tony di Leo i Bob Joyce. Widać, że model im się podoba. Co najważniejsze, zgadzają się wszystkie wymiary. Problem jest tylko z wysokością. Bartek organizuje szybko śrubokręt i reguluje przednią goleń. Długie ramię powoduje, że 3mm różnicy z przodu wystarcza do poniesienia ogona o wymagana wielkość. Jurorzy wypowiadają się pozytywnie o gumowych amortyzatorach mocowania łoża silnika, z drugiej strony kwestionują przyczepienie na velcro odbiornika radiowego. Na koniec doczepiają się do czeskiego błędu co do opisu środka ciężkości. Po konsultacji z głównym sędzią stwierdzają jednak, że za zgodność modelu z raportem technicznym przyznają nam 0 punktów karnych.

Ciśnienie w ekipie rośnie. Udało się. Komisja nie wyłapała żadnych rozbieżności pomiędzy raportem a modelem. Spodziewaliśmy się, że jakieś mają prawo wystąpić..

Ale nie ma czasu na rozważania. O 16:30 przechodzimy do pokoju, w którym ma odbyć się prezentacja. Początkowo laptop komisji nie wyświetla obrazków w prezentacji Power Point. Szybko montujemy nasz komputer – problem rozwiązany. Wojtek z typową dla siebie swadą i amerykańską flegmą prezentuje nasze dokonania. W swoich rozważaniach wychodzi nawet tak daleko, iż twarzach członków ekipy budzi wyraz zdziwienia. Mówi coś o testowaniu śmigieł na hamowni. Nie pamiętamy co prawda tego faktu, ale trzyma się to wszystko kupy. Po przypomnieniu przez przewodniczącego komisji o kończącym się czasie Wojtek przyspiesza, aby zakończyć dokładnie o czasie.

Padają pytania ze strony komisji. Tym razem – w odróżnieniu od zeszłego roku – pytania są dosyć proste. Wojtek radzi sobie z nimi bez problemu. Perfekcyjna prezentacja.

Po zakończeniu przesłuchania ruszamy na lotnisko, aby porobić trochę zdjęć z modelem wraz z ekipą na tle lotniska. Po zakończeniu konkursu model niekoniecznie będzie w jednym kawałku. Kończymy zdjęcia w blasku zachodzącego słońca.

Z lotniska wracamy do Hotelu Airtel na ciepła pizzę serwowaną przez organizatorów i odprawę, podczas której dowiadujemy się, iż zajęliśmy 10 miejsce wśród 31 drużyn. Bardzo dobre do ataku na pierwszą trójkę. Poznań obronił swoją wysoką pozycję wśród polskich

ośrodków akademickich. Wrocław zajął miejsce 20, Rzeszów 24. Z drugiej strony to są pierwsze chłopaków zawody, przyjechali zdobyć tu doświadczenie. A my
to w końcu starzy wyjadacze …

Zmęczeni wracamy do hotelu. Radek z Bartkiem jadą jeszcze po Piotra do Marka Małolepszego.

Dziś wcześniej wybieramy się do łóżek. Jutro zaczyna się konfrontacja, którą zamierzamy transmitować on-line na drugą półkulę. Spróbujemy redagować rano relację poprzez GPRS, co będzie odbierane w Polsce w godzinach popołudniowych.

Zapraszamy do lektury relacji i mówimy dobranoc.