dzien 4 – 2011

By | 18 marca 2011

18.03.2011 – piątek
Mówi się, że głupi ma zawsze
szczęście. Wygląda na to, że mamy w ekipie jakieś amulety, bo los wreszcie się
do nas uśmiechnął. Dokładnie o godzinie 8:44 Maciej z Bartkiem przechwytują
paczkę w siedzibie DHL. Po drodze wstępują jeszcze do budowlanego sklepu Home
Depot po trochę styropianu i denaturat (do odtłuszczania folii oczywiście), a następnie pędzą w
kierunku motelu, gdzie następuje rozładunek.


Wracamy do gry. Teraz musimy na prawdę się spiąć.
Nie możemy zawieść naszej uczelni, dzięki której tu jesteśmy. Za
kilka godzin prezentacja i badanie techniczne samolotów.


Po dwóch godzinach
wypełnionych pracą nad samolotami wyruszamy do centrum konferencyjnego Lockheeda.
Rozdzielamy się na dwie grupy, jedziemy dwoma samochodami. Sprzęt i troje z nas
przemieszczają się białym vanem z Bartkiem za kółkiem. Reszta pakuje się z
Radkiem do samochodu, który pożyczył nam Jacek Tryczyński. Jacka poznaliśmy już
w zeszłym roku, mieszka od wielu lat w Dallas. Długo by pisać o tym ile nam już
pomógł. W tym roku po raz kolejny udowadnia, że jest na prawdę spoko gościem.
Ekipa bez sprzętu
na pokładzie zahacza o The UPS Store, by wydrukować raporty techniczne i
kolorowe folderki reklamujące nasze samoloty.
Do centrum
konferencyjnego docieramy przed 14. Na miejscu jak zwykle niezłe zamieszanie. Na
kilkudziesięciu stołach różne ekipy przygotowują swoje maszyny do inspekcji
technicznej i prezentacji. Znajdujemy jedno wolne miejsce i zabieramy się za
nasze latadła. Zgodnie z planem na pierwszy ogień miał iść model Micro, jednak
nie jest wystarczająco gotowy byśmy mogli zaprezentować go o godzinie 15. Wojtek
prosi inżynierów-organizatorów o zamianę, tak by zamiast Mikrasa zaprezentować
najpierw nasz model klasy Regular.
Zgodnie z
tegorocznymi zasadami model klasy Regular musi zostać podczas prezentacji
rozładowany i załadowany największym przewidywanym ładunkiem. Na każdą z tych
operacji wolno poświęcić maksymalnie 60 sekund. Postanowiliśmy, że osobą
odpowiedzialną za szybki załadunek będzie młodszy Maciej. Cały rok pakował
biceps by przygotować się do ekspresowego wrzucenia jedną ręką 15kg na pokład
samolotu. Obie operacje zajmują mu po niewiele ponad 40 sekund.
Wojtek
przeprowadza prezentację, opisując nasz samolot i działania które podjęliśmy by
go wykonać w jak najlepszy sposób. Na koniec kilka pytań od inżynierów z komisji
i po bólu. Prezentacja zaliczona – możemy odhaczyć jeden z punktów programu.

Zaraz po prezentacji zabieramy się
za dalsze przygotowania do inspekcji technicznych i do zaprezentowania modelu
mikro. Prace nad Regularem wielokrotnie przerywają nam przechadzający się
pomiędzy stołami członkowie SAE, by pogratulować nam wyjątkowo starannie
wykonanej maszyny. Rzeczywiście ciężko wśród innych ekip znaleźć samolot który
byłby wykonany równie estetycznie jak polskie maszyny. Rozmowy o staranności
wykonania zwykle kończymy podsumowując: well, that’s how we do it in Poland


Wciąż
walczymy również z naszym Mikrasem. Jego oficjalna nazwa to Fourfeeter, ale
pewne elementy jego konstrukcji decydują o tym, że zyskuje miano Latającego
Chlebaka


Fourfeeter
powinien zmieścić się w częściach w skrzyni, której wymiary określają
organizatorzy i dać się złożyć w mniej niż 3 minuty. Sam samolot jest prawie
gotów, ale mamy problem z pudełkiem do którego powinniśmy go wcisnąć. Ze względu
na opóźnienie przesyłki nie zdążyliśmy go skonstruować. Powstaje plan żeby
sklecić je na szybko z bloczków styropianu z Home Depot, okazuje się jednak że
czas biegnie za szybko – nie zdążymy zrobić tego przed prezentacją. Kierujemy
się w stronę kolegów z Dęblina. Wiemy, że powinni skończyć prezentację swojego
Mikrasa kilka minut przed rozpoczęciem naszej, więc prosimy ich o pożyczenie
sklejkowego pudełeczka. Chłopaki nie robią problemów – wyrzucają z niego swój
samolocik i wręczają nam upragnioną skrzyneczkę.

Wuja z Maciejem z
Wałcza próbują przeprowadzić próbę szybkiego składania modelu po wyjęciu z
pudełka, jednak nadchodzi czas na przejście do sali w której ma odbyć się
prezentacja. Będą musieli improwizować i jakoś poskładać szybko Chlebak przed
sędziami, robiąc to po raz pierwszy.
Czekamy chwilę pod
salą, by w końcu usłyszeć zaproszenie do środka. Wewnątrz przedstawienie
przebiega zgodnie ze znanym, ustalonym harmonogramem. Wojtek prezentuje i broni
Fourfeetera, a chłopaki jakimś cudem składają go mieszcząc się w 180 sekundach.
Kolejny etap za nami.


W końcu przychodzi
czas na inspekcję techniczną modelu Regular. Załapujemy się 5 minut przed
godziną 17 – tą, o której mają zakończyć się dzisiejsze inspekcje. Niesiemy
naszą bestię na stanowisko pomiarowe, na którym sędziowie zaglądają w każdy jej
zakamarek. Badają czy zawiasy, snapy i cięgna są wystarczająco solidnie wykonane
i zabezpieczone. Sprawdzają, czy rzeczywiste wymiary modelu zgadzają się z tymi,
które widnieją w raporcie technicznym. Patrzą, czy nasz silnik nie jest w jakiś
sposób zmodyfikowany i czy mamy łatwy dostęp do instalacji paliwowej. Przechodzą
do punktu dotyczącego zasilania i… tu sprawa zaczyna się komplikować. Panowie
pytają gdzie w naszym modelu znajduje się wyłącznik zasilania awioniki.
Odpowiedź na to pytanie jest dość trudna. Cóż, w naszym samolocie nie ma
wyłącznika. Mamy dość nieciekawe doświadczenia z rozlatującymi się w locie
wyłącznikami, więc dla bezpieczeństwa zrezygnowaliśmy z tego bajeru. Niestety
okazuje się, że zgodnie z regulaminem powinniśmy mieć możliwość wyłączenia
zasilania bez rozbierania samolotu. Sympatyczny sędzia sugeruje, że skoro nie
mamy takiego sprzętu to – cóż – mamy w te pędy skądś go wytrzasnąć. Biegniemy po
pomoc do kolegów z Wrocławia. Niestety pomimo chęci pomocy nie znajdują nic w
swojej skrzynce z różnorakim kabelstwem. Szukamy reprezentacji z Dęblina. Krótka
rozmowa z naszymi sąsiadami i zaraz atakujemy ze śrubokrętami ich model, by
wyciągnąć zeń zamontowany tam wcześniej wyłącznik. Szybki szaber i już mamy to,
czego nam było trzeba. Z zamontowanym przełącznikiem lecimy do sędziego, by ten
podpisał ostatecznie decyzję o dopuszczeniu do lotów naszej maszyny. Sędzia
wręcza nam naklejki ze skunksami, symbolizujące pomyślne przejście przez
kontrolę, stanowiące jednocześnie logo Lockheed Skunk Works.


Niestety nie udaje
nam się dziś oddać Mikrasa do badania technicznego. Zrobimy to jutro, z samego
rana.
Po badaniach
przychodzi czas na pizzę i pogadankę organizatorów, dotyczącą organizacji
następnych dni zawodów i zasad bezpieczeństwa, których musimy przestrzegać. Na
sam koniec dowiadujemy się jak sędziowie ocenili nasze dzisiejsze wysiłki.
W klasie Regular
na razie lądujemy na 2 miejscu. To prawie jak pole position przed jutrzejszymi
lotami konkursowymi. Gdyby nie pomoc kolegów z pozostałych polskich
reprezentacji byłoby z nami krucho.
Do motelu wracamy
dwoma różnymi trasami. Biały mamuśkowóz zahacza o sklep modelarski, z misją
odkupienia wykradzionego przełącznika i zakupienia paru innych detali. Natomiast
auto, którym kieruje Radek przejeżdża przez Best Buy’a – sklep z artykułami RTV.
Po 21 wracamy do
motelu, wyczerpani szybkim tempem dnia, który zaczął się o 6:30. Choć jutro
pobudka odbędzie się przed godziną 6, niestety nie możemy teraz iść spać. Dość
sporo musimy nadrobić, zakładaliśmy że będziemy mieli paczkę 2 dni wcześniej i
zdążymy przygotować samoloty jeszcze przed piątkiem, ale jest inaczej. Czeka nas
ciężka noc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *