dzien 7 – 2012

By | 17 marca 2012

17.03.2013
– niedziela  – trzeci dzień zawodów


Wyniki z soboty pojawiają się na forum SAE koło 2 w nocy. Po pierwszej rundzie
nasze Micro  zajmuje 3. miejsce w ogólnej klasyfikacji. Regular spadł na 14.
pozycję.


Znów zrywamy się wcześnie. Przed 7:00 jesteśmy już na lotnisku. Zabieramy się za
składanie samolotów. W nocy naprawiliśmy Bicepsa i odbudowaliśmy kratownicę
ogona. Nie mieliśmy już niestety czarnej folii, więc ogon został poszyty na
czerwono. Nie wygląda to atrakcyjnie, ale nie o wygląd tu chodzi.


O 8:00 organizatorzy ogłaszają rozpoczęcie drugiej rundy lotów. Załogi ustawiają
się w kolejce z samolotami klasy Micro. Dziś pogoda jest zdecydowanie lepsza niż
wczoraj, więc więcej teamów decyduje się na lot. My przeprowadzamy obliczenia
dotyczące punktacji, ustalamy taktykę i obciążamy Bombę ładunkiem o masie 3.3
funta. 1,5kg to już dość sporo – przed dzielnym trio składającym się z Wuja (wyrzutni),
Bomby (samolotu) i Macieja (pilota) stoi teraz ciężkie zadanie. Kolejne mikrasy
startują i w końcu przychodzi nasza kolej. Wuja podnosi samolot nad głowę i czai
się na odpowiedni podmuch wiatru. Gdy w końcu przychodzi dobry moment, Bomba
wystrzelona z Wujowej ręki rusza dziarsko przed siebie, by zaliczyć oba punkty
kontrolne. Po udanym locie następuje udane lądowanie. Zaliczamy kolejny lot
samolotem Micro.


Od zeszłego roku do ogólnej klasyfikacji wlicza się ocenę za niezawodność – im
większa jest ilość poprawnie wykonanych lotów, tym więcej punktów. My jak na
razie w klasie Micro mamy 100% skuteczności.


Przychodzi czas na Regulara. W nocy nie zdołaliśmy już wyregulować i poskładać
wszystkich części samolotu, więc wykańczamy go w pośpiechu. Decydujemy się na
umieszczenie w luku bagażowym 10 kilogramów stali. Jest to posunięcie taktyczne
– podniesienie takiego ciężaru powinno zagwarantować nam miejsce w pierwszej 5,
ale nie nadwyręży samolotu.

Ledwo wyrabiamy się na sam koniec
tury. Mając w pamięci wczorajsze przeboje ze świecą żarową, polecamy Wojtkowi by
wziął do ręki zapasową świecę i klucz nasadowy na wszelki wypadek. Nie czekamy
długo w kolejce i za chwilę stajemy na pasie startowym. Bartek odpala samolot.
Maciej odkręca pełen gaz i kiwa głową na znak gotowości do startu. Samolot
zaczyna rozpędzać się po pasie. Nagle słychać wystrzał i silnik zdycha. Szybko
podbiegamy, by zobaczyć co się stało. Znów świeca. Tym razem odkręciła się i
wystrzeliła z głowicy. Teraz zaczynają się liczyć sekundy – na start mamy tylko
3 minuty, a sporo z tego czasu już minęło. Wojtek szybko przekazuje Bartkowi
świecę wraz z kluczem i za kilka sekund Biceps znów stoi na linii startu z
silnikiem wyjącym na pełnych obrotach. Samolot znów zaczyna się rozpędzać.
Maciej ma problemy z utrzymaniem go na pasie, samolot zaczyna uciekać w prawo.
Pilot podejmuje decyzję o próbie startu z dużą odchyłką od osi pasa. Chowa
przerywacze na skrzydłach, które trzymają samolot na ziemi podczas nabierania
prędkości i delikatnie zaciąga ster wysokości. Biceps odrywa się od pasa na
kilka stóp przed jego prawą krawędzią.


Samolot powoli wznosi się, lecąc w kierunku punktu kontrolnego. Gdy sędzia
liniowy podnosi zieloną flagę, pilot rozpoczyna spokojny zwrot, uważając by nie
przechylać samolotu za bardzo na boki. Druga zielona flaga oznacza, że można
rozpocząć kolejny zwrot i podejście do lądowania. Maciej delikatnie sadza
Bicepsa na pasie i przykleja go do ziemi przerywaczami. Samolot powoli wytraca
prędkość na pasie. Pilot zawraca maszynę i kołuje do nogi. Biceps dobrze się
spisuje, opłacało się zarwać noc i przygotować go do niedzielnych lotów. Trzeba
jedynie ograniczyć wychylenia przedniego skrętnego kółka, by łatwiej było
utrzymać samolot na pasie podczas startu.


Czas zastanowić się nad tym jak obciążyć nasze samoloty na ostatnią turę lotów.
Wojtas z Wujem obliczają i dobierają obciążenie dla Micro z dokładnością do 1
grama. Wojtek inwestuje w ten proces nawet własne pieniądze.



W ostatniej kolejce Bomba przewozi po niebie 1750 gramów i ląduje bezpiecznie.
Współczynnik bezawaryjności pozostaje na najwyższym poziomie – mikro zalicza
100% lotów. Punktacja za stosunek masy samolotu (360g) do masy podniesionego
obciążenia też powinna być wysoka.


Czas dobrać obciążenie na finałowy lot Bicepsa. Celujemy w premię za „prediction”.
Każda z drużyn w raporcie wysyłanym przed konkursem określa przewidywany
maksymalny udźwig samolotu. Zgodność faktycznego udźwigu z obliczonym premiowana
jest wysoko – można dostać maksymalnie 20 pkt. My przewidzieliśmy udźwig na
poziomie 14kg. Wojtek z Maciejem szybko obliczają, że podniesienie 13,5 kg,
oprócz wysokiej punktacji za masę, zagwarantuje nam również premię na poziomie
19 pkt.


13,5 kg to bardzo dużo. Wszyscy wiemy, że lot z takim ciężarem może skończyć się
bardzo nieprzyjemnie, ale to ostatnia tura i ostatnia szansa żeby zaszaleć. Nie
możemy skonfigurować obciążenia tak, by uzyskać odpowiednią masę. Nasze
odważniki są albo za ciężkie, albo za lekkie. Pożyczamy kilogramową sztabkę
stali od załogi z Dęblina i wreszcie udaje nam się odpowiednio poskręcać tę
stertę metalu. Wsuwamy ładunek w Bicepsa i z trudem przenosimy go do stacji
tankowania paliwa. Nawet na ziemi widać, że nasza konstrukcja jest obciążona do
granic możliwości.



Przesuwamy się w kolejce do startu czując, że prawdopodobnie po raz ostatni
patrzymy na nasz samolot w jednym kawałku. Za chwilę okaże się jacy z nas
projektanci, konstruktorzy, modelarze, stratedzy, piloci. Gdy przychodzi nasza
pora na start wszyscy wstrzymujemy oddech i zaciskamy kciuki. Wszyscy oprócz
pilota, który podczas lotu powinien raczej używać kciuków do sterowania
samolotem.


Silnik bicepsa wyje na wysokich obrotach. Chwilę przed startem Bartek
zoptymalizował skład mieszanki paliwowo-powietrznej, by osiągnąć jak największą
moc w aktualnych warunkach. Samolot rusza przed siebie. Widać, że ciąg silnika
walczy z dużą bezwładnością – cała maszyna waży teraz około 18 kilogramów. Po
chwili rozpędu pilot przestawia w nadajniku przełącznik odpowiedzialny za
zamknięcie przerywaczy i opuszczenie klap, delikatne wysklepiających profil
skrzydła. Na start mamy wydzielone tylko 200 stóp pasa. Maszyna odrywa się
niedaleko przed linią, oznaczającą koniec strefy rozbiegu.


Od samego początku tego lotu widać, że będzie ciężko. Grawitacja nie daje za
wygraną. Maszyna nie może nabrać pułapu. Maciej prowadzi Bicepsa nad samą
ziemią, wciąż balansując na granicy przeciągnięcia. Na szczęście nie ma dużego
wiatru.


Samolot przelatuje nad linią kontrolną, ale jest za wcześnie żeby rozpocząć
zakręt. Pilot odlatuje na dużą odległość, próbując zyskać choć trochę wysokości.
Gdy widać już, że to się nie uda, rozpoczyna płaski zwrot. Biceps walczy
ocierając się niemal brzuchem o krzaki i trawę. Kilka razy przepada, tracąc
cenne centymetry dzielące go od ziemi. Po zwrocie, na prostej, słychać trzask
uderzającej w samolot gałęzi jednego z wyższych krzaków rosnących na lotnisku.
Na szczęście Biceps jest twardy, nie ulega uszkodzeniu, a dzięki dużej
bezwładności nie zmienia toru lotu. Przed drugim zwrotem Maciejowi i Bicepsowi
udaje się wywalczyć odrobinę wysokości. Podejście do lądowania wychodzi za
pierwszym razem. Pilot przymyka przepustnicę i stara się aby przyziemienie było
delikatne. Przy takiej masie nie można sobie pozwolić na błąd – wszystkie
elementy kadłuba i podwozia są obciążone ponad normę i nie zniosłyby twardego
lądowania. Samolot łagodnie styka się z pasem. Maciej włącza przerywacze, żeby
wyeliminować działanie siły nośnej skrzydeł.


Ogromna bezwładność sprawia, że Biceps szybko toczy się po pasie i nie chce się
zatrzymać. Uderza w trawę na końcu pasa i jeszcze chwilę jedzie dalej.
Opuszczenie pasa w taki sposób jest dozwolone. Zderzenie z trawą powoduje
wygięcie potężnego pręta przedniej goleni, ale nic nie odpada od modelu. Lot
będzie zaliczony. Skaczemy z radości – nigdy jeszcze nie podnieśliśmy takiego
ciężaru. Mamy nadzieję, że nasza konkurencja też.


Idziemy zważyć nasze ciężarki. Sędziowie robią zdziwione miny, gdy na
wyświetlaczu pojawia się 29.8 lb. Na razie nie wiemy kto ile podniósł, ale mamy
dobrze przeczucia.



Teraz, gdy mamy już loty za sobą, możemy trochę wyluzować. Idziemy po kanapki i
wciągamy ze smakiem, powoli uspokajając emocje. Czekamy na ogłoszenie wyników i
rozdanie nagród. W międzyczasie zbieramy nasz sprzęt i sprzątamy nasze stoły.
Wczorajsza walka z ulewą zaowocowała dużym bałaganem na całym lotnisku. Wypada
zostawić to miejsce w takim samym stanie, w jakim je zastaliśmy.


W końcu nadchodzi czas na ogłoszenie wyników. Po kolei zgarniamy kolejne
nagrody.


Osiągamy PIERWSZE MIEJSCE, za podniesienie największego ciężaru w klasie
Regular.


Lądujemy na DRUGIM MIEJSCU w ogólnej klasyfikacji klasy Regular.


 TRZECIE MIEJSCE przypada nam za prezentację Bicepsa.


W klasie micro zdobywamy TRZECIE MIEJSCE, za stosunek masy modelu do
podniesionego ciężaru.


Za nasze wyniki otrzymujemy też czek na 750$.


Robimy serię pamiątkowych zdjęć i chowamy sprzęt do samochodu. Zostajemy jeszcze
trochę, by obejrzeć pokazy samolotów odrzutowych, akrobacyjnych i … ogromnych
samolotów z papieru.



Zawody się kończą. Jedziemy znów skorzystać z uprzejmości Marka Małolepszego,
żeby spakować w jego garażu naszą skrzynię ze sprzętem i przygotować ją do
wysyłki do Polski. Dzień kończymy poczęstowani pyszną kolacją i deserem. Wracamy
do motelu bardzo zmęczeni, ale szczęśliwi.


Pozostało nam teraz dopełnić formalności związanych z wysyłką skrzyni, trochę
odpocząć i wrócić do Polski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *