Biuletyny SAE Aero Design 2015

22/03/2015

Biuletyny SAE Aero Design 2015

Nowym sposobem relacjonowania zawodów SAE, zapoczątkowanym przez nas w edycji 2015, są biuletyny, które w skondensowanej formie prezentują różne aspekty działalności ekipy SAE oraz przedstawiają przebieg zawodów.

SAE Aero Design West 2016
Los Angeles, USA, 22-24 kwietnia 2016r.

Biuletyn SAE 15

Biuletyn SAE 16

SAE Aero Design East 2015
Lakeland, USA, 13-15 marca 2015r.

Biuletyn SAE 01
Biuletyn SAE 02
Biuletyn SAE 03
Biuletyn SAE 04
Biuletyn SAE 05
Biuletyn SAE 06

Połączone biuletyny 1-6

SAE Aero Design West 2015
Los Angeles, USA, 24-25 kwietnia 2015r.

Biuletyn SAE 07
Biuletyn SAE 08
Biuletyn SAE 09
Biuletyn SAE 10
Biuletyn SAE 11

Połączone biuletyny 7-11

Połączone biuletyny 1-11

Air Cargo Challenge 2015
Stuttgart, Niemcy, 7-9 sierpnia 2015r.

Biuletyn ACC 12
Biuletyn ACC 13
Biuletyn ACC 14

Untitled-1

RELATED POST

RELATED POST
28/07/2017

Warsztaty lotnicze na Wolnym Dziedzińcu

Już w tą sobotę (29.07) będziemy mieli zaszczyt poprowadzić dla Was warsztaty [more]

24/06/2017

Zakończenie zawodów AUVSI SUAS 2017

Zawody AUVSI SUAS dobiegły końca, a my po wielogodzinnej podróży, bezpiecznie dotarliśmy [more]

9/06/2017

Honorowy Patronat Prezydenta Miasta Poznania

Miło na poinformować, że nasz projekt został objęty Honorowym Patronatem Prezydenta Miasta [more]

Relacja- 15 marca

16/03/2015

Relacja- 15 marca

Dzień dzisiejszy zaczął się, jak łatwo można się domyślić, powolnym zwlekaniem się łóżek. Nocny wypoczynek musiał szybko ustąpić napiętemu grafikowi, który trzeba wypełniać praktycznie od świtu. Ostatnie rzeczy wrzucane do bagażnika, ostatnie kanapki robione w kuchni, łyk kawy. Godzina 6.07 ruszyliśmy do Lakeland na ostatni dzień zawodów. Po dotarciu na miejsce każdy bierze wszystkie potrzebne elementy i zaczyna formować stanowisko pracy. Podobnie jak w dniu poprzednim zajęliśmy dwa stoły. Cele na dziś? To jasne, chcemy zdobyć jak najlepsze wyniki. Jednak jak do tego doprowadzić? Przy Pszczole nie było zbyt wiele pracy. Kosmetyczne zmiany i poprawki to jedyne czego wymagał nasz mały samolot. Mieliśmy świadomość, że większość zależy od lotu, a ten jest uwarunkowany wieloma czynnikami. Nie wszystkie z nich zależą bezpośrednio od nas.

P1010389   P1010377

Ekipa siedząca przy Regularze ciężko pracowała. Mimo wszystkich wcześniejszych przeciwności chcieliśmy pokazać na co nas stać.

Zawody rozpoczęły się dziś od lotów w kategorii Regular. Szerszeń gotowy- czas wyruszać na pas startowy. Ładunek jakim zdecydowaliśmy się obciążyć nasz samolot podczas pierwszego lotu wynosił ok. 12 kilogramów. Wiedzieliśmy doskonale, że jest to w zasięgu naszych możliwości. Zdawaliśmy sobie również sprawę z tego, że większość naszych konkurentów przenosiła obciążenia prawie o połowę mniejsze.  To dodawało nam nadziei. Czekaliśmy w długiej kolejce i obserwowaliśmy oddalającą się mgłę. Niedziela nie przywitała nas niestety takim słońcem jak dzień poprzedni. O ile ekipa jakoś zniosła taką pogodę, pilot zaczął się zastanawiać nad wpływem warunków atmosferycznych na jakość lotów. Sędziowie pokazali jednoznacznie, że należy zajmować miejsce na pasie startowym. Krzyś, Maciej razem z Szerszeniem przechodzą przez bramkę i zajmują pozycję. Już tylko minuty dzielą nas od startu. Brzęk silnika skłonił nas do włączania kamer i aparatów. Raz, dwa, trzy- Regular ruszył. Raz, dwa, trzy- oderwał się od ziemi.
Jak on szybował! Podniósł cały zadany mu ciężar bez problemu, jakby zupełnie nic nie ważył. Każdy z nas miał nieskrywaną przyjemność z obserwacji własnego samolotu unoszącego się majestatycznie nad lotniskiem. Raz, dwa, trzy- schodzi do lądowania, kołuje, zatrzymuje się. Słychać gromkie brawa. Z uśmiechem na ustach wróciliśmy do hangaru.

ZOBACZ LOT TUTAJ 

 

P1010345

P1010346

P1010355

Pozostało oczekiwanie na drugi lot Pszczoły. Samolot był gotowy, więc ustawiliśmy się w kolejce, za innymi drużynami planującymi startować w kategorii najmniejszych modeli. W międzyczasie pogoda uległa gwałtownej zmianie i słońce znów muskało nas po twarzach gorącymi promieniami. Czas oczekiwania wydłużał się i robiło się coraz cieplej. Nadeszła w końcu nasza kolej. Zdeterminowani zajęliśmy swoje pozycje. Krzysiu i Maciej weszli na pas startowy, pozostali ustawili się w odpowiednich miejscach z aparatami i kamerami. Czas na start nadszedł. Jak poszedł lot Pszczoły? Co to dużo mówić, nie spełnił naszych oczekiwań, ale nie mogliśmy się załamywać. Nasz przedstawiciel klasy Micro podniósł satysfakcjonującą wartość obciążenia.

P1010430     P1010400

Mieliśmy świadomość, że przed nami jeszcze ostatni lot Regulara. Odbył się praktycznie zaraz po locie małej Pszczoły. Tym razem bardzo ambitnie podeszliśmy do zadania. Chcieliśmy załadować maksymalnie duże obciążenie. I tak ostatecznie ważący ok. 4,5 kg Szerszeń został obciążony prawie 14 kilogramami ładunku. Odważnie! Ale trzeba mierzyć wysoko, więc postanowiliśmy spróbować. Wóz albo przewóz. W kolejce ustawiliśmy się za drużyną, która w klasyfikacji ogólnej zajmowała do tej pory drugie miejsce. Spokojnie patrzyliśmy na przeciwnika i wiedzieliśmy, że wcale nie jesteśmy gorsi. Gdy przyszła kolej na nasz zespół ustawiliśmy się na pasie startowym. Wiedzieliśmy, że tak duże obciążenie to odważny krok z naszej strony, ale już nie było odwrotu. Maciej włączył nadajnik. Powietrze przeszył świst śmigła. Szerszeń zaczął kołować. Wzniósł się nad ziemię- wbrew swojej masie, zaskakująco gładko. Przeleciał kilka metrów i….niestety otoczenie pasa na którym startował samolot było na tyle niekorzystne że należało szybciej wylądować. Pilot szybko ocenił, że samolot nie zdoła wznieść się wystarczająco wysoko by bezkolizyjnie ominąć płot znajdujący się w osi pasa i przyziemił a miękkiej trawie obok betonowej drogi.  Niestety tym razem nie udało się tak, jak byśmy chcieli. Jednak ryzyko jest wpisane w zabawę. Nie opuszczał nas jednak dobry humor, bo spodziewaliśmy się konsekwencji jakie mogą być wywołane prawie 14 kilogramami załadunku.

Po lotach wszystkich drużyn w kategorii Regular usłyszeliśmy głos spikera informujący o zbliżającym się końcu zawodów. Uroczystość zamknięcia połączona z rozdaniem nagród miała odbyć się ok.15.00.
Do tego czasu zajęliśmy się sprzątaniem stanowiska pracy.

Gdy już nic nie zostało na stołach, samochody były zapakowane, a my upewniliśmy się, że na pewno wszystko już zostało wzięte, mogliśmy udać się na uroczystość zakończenia zawodów SAE Aero Design East 2015. Wszystkie drużyny w jednym miejscu. Było bardzo dużo ludzi! Tylu młodych studentów interesujących się tematyką lotnictwa zgromadzonych na terenie muzeum Florida Air Museum w Lakeland- imponujący widok. Organizatorzy wygłosili krótką przemowę, w której wyrażali zainteresowanie naszymi projektami i pomysłami. Byli bardzo zadowoleni z przebiegu zawodów. W końcu nadszedł moment najbardziej oczekiwany przez wszystkich uczestników- odczytanie wyników i dekoracja. Nagrody przyznawano w różnych kategoriach. Z uwagą nasłuchiwaliśmy tak bardzo upragnionych przez nas słów- nazwy naszej uczelni! Doczekaliśmy się ! Usłyszeliśmy wstęp: „W klasie Regular trzecie miejsce za przelot z największym obciążeniem otrzymuje…”… prowadzący zaczął się śmiać i zawiesił głos na moment zanim wymówił „Polytechnyka Poznannska??”. Nie ma znaczenia, w jaki sposób zostało to wypowiedziane, najważniejsze, że w tamtym momencie poczuliśmy dumę. Biorąc flagę Polski do ręki odważnie pomaszerowaliśmy pod scenę, by odebrać trofeum. Wróciliśmy na miejsca z uśmiechem i satysfakcją malującą się na twarzy.

DSC_1767

Nie musieliśmy długo czekać, by kolejny raz usłyszeć okaleczoną amerykańskim akcentem nazwę naszej uczelni. Tym razem zostaliśmy wywołani do odebrania nagrody za zajęcie trzeciego miejsca w klasie Micro za prezentację techniczną.

DSC_1776

Po zakończeniu dekoracji zrobiliśmy sobie jeszcze kilka pamiątkowych zdjęć. Dopiero potem dotarło do nas, że przygoda na Florydzie powoli się kończy. Zwieńczony został nasz trud z ostatnich kilku miesięcy. Wyniki w klasyfikacji ogólnej zostały umieszczone na stronie internetowej, więc musieliśmy poczekać z powrotem do domu, aby poznać szczegóły punktacji.DSC_1903

Z radością zapakowaliśmy trofea do aut i ruszyliśmy do domu. Gdy tylko znaleźliśmy się  siedzibie naszej aerodesignowej rodzinki usiedliśmy przed komputerem i razem sprawdzaliśmy wyniki. Efekt? Okazało się, że w klasyfikacji ogólnej nasza Pszczoła zajęła…4 miejsce! Zaraz za podium! Radość pomieszana z żalem. Być tak bardzo blisko, a jednak… Dopiero w momencie, kiedy pierwsze emocje opadły zaczęliśmy dyskutować, co można by było zmienić, aby w kolejnych startach na zawodach SAE polepszyć swój wynik. Zapytacie pewnie co z Regularem? Ostatecznie uplasowaliśmy się na miejscu 15. Wiemy, że to nie jest szczyt naszych możliwości. Z dzisiejszych lotów Szerszenia mogliśmy wyciągnąć odpowiednie wnioski i przemyśleć, co chcemy poprawić na przyszłość.

DSC_1815

Ogólnie, podsumowując trzy dni na SAE Aero Design East 2015, prezentacje, loty, naszą pracę i zaangażowanie możemy powiedzieć, że jesteśmy z siebie zadowoleni. Zapewniamy, że z nauka, którą zdobyliśmy w ciągu ostatnich dni z pewnością przyda nam się na kolejne zawody.

A jak świętowaliśmy? Nie uwierzycie! Tradycyjnie i po polsku! Na obiad żeńska część ekipy postanowiła uraczyć nasze podniebienia kotletami, ziemniakami i mizerią. Uwierzcie, po ostatnich dniach obserwowania, wąchania i próbowania posiłków Amerykanów prawdziwe polskie kotlety stały się powodem ogromnej radości wśród ekipy oraz uśmiechów ciągnących się od ucha do ucha.

Teraz zmęczeni i wciąż zadowoleni pakujemy skrzynię, aby znów mogły się w niej znaleźć wszystkie elementy samolotów oraz potrzebne narzędzia. Jutro chcemy nadać przesyłkę do Kalifornii, gdzie będzie na nas czekać aż do kolejnych zawodów- SAE Aero Design West 2015- odbywających się pod koniec kwietnia b.r.

Dziękujemy, że byliście z nami przez ten czas! Obiecujemy, że będziemy pracować nad poprawą naszych osiągnięć w kolejnych zawodach.

RELATED POST

RELATED POST
28/07/2017

Warsztaty lotnicze na Wolnym Dziedzińcu

Już w tą sobotę (29.07) będziemy mieli zaszczyt poprowadzić dla Was warsztaty [more]

24/06/2017

Zakończenie zawodów AUVSI SUAS 2017

Zawody AUVSI SUAS dobiegły końca, a my po wielogodzinnej podróży, bezpiecznie dotarliśmy [more]

9/06/2017

Honorowy Patronat Prezydenta Miasta Poznania

Miło na poinformować, że nasz projekt został objęty Honorowym Patronatem Prezydenta Miasta [more]

Relacja- 14 marca

15/03/2015

Relacja- 14 marca

Dzień rozpoczął się długo przed wschodem słońca- a tak naprawdę dla wielu z nas po prostu piątek przeszedł niezauważenie w sobotę. Już nie pierwszy raz doba swoimi ramami ograniczyła nas i nie pozwoliła na długi i spokojny sen. Trudno. Jadąc na zawody mieliśmy świadomość konsekwencji i niewyspania.

P1010033

Ok. godziny 5.00 nad ranem dźwięki pracy przerodziły się w dźwięki krzątających się po domu osób, odgłosów stukających kubków kawy. To już dziś. Każdy z nas miał świadomość, że za kilka godzin rozpocznie się konkurs, który od początku był celem naszej wielomiesięcznej pracy, a w ostatnim czasie stał się punktem docelowym, który sprawił, że wyjechaliśmy do Stanów Zjednoczonych.

Ostatnie sprawdzenie listy rzeczy do zabrania: części samolotów są, narzędzia są, koszulki drużynowe są, kanapki, a i owszem, również nie można narzekać na ich brak. Ruszyliśmy. Przed kierowcami jak zwykle trudne zadanie czyli prowadzenie auta w stanie zmęczenia, nieurozmaicone ożywionymi rozmowami z pasażerami. Ci bowiem korzystali z pozostających im do zawodów minut wolnych do spania. W obu samochodach poza szumem poruszającego się powietrza i muzyką cicho płynącą z radia dało się słyszeć pochrapywanie zmęczonych modelarzy.

Godzina 6.30. Dojechaliśmy na miejsce zawodów. Rozbudzeni wysiedliśmy z aut. Na niebie nadal było mnóstwo gwiazd, a księżyc dosłownie oświetlał trawniki, na których parkowały coraz to nowe auta nadjeżdżających drużyn.
Wypakowaliśmy wszystkie części z bagażników i zajęliśmy miejsca przy zamkniętych drzwiach do hangaru, który miał stać się substytutem warsztatu dla wszystkich drużyn na jeden cały dzień. Drzwi otworzyły się z łomotem. Wiele drużyn wbiegało do środka by zająć dla siebie jak najkorzystniejsze miejsca. My również bez problemu zajęliśmy dla naszej drużyny dwa stoły. Czas start, niech zaczną się zawody!

Podzieliliśmy się na dwa zespoły. Część z nas pracowała z Micro, druga zaś z Regularem. Ekipa zajmująca się mniejszym samolotem spieszyła się, by udać się do inspekcji technicznej. Jak dowiedzieliście się już pewnie z poprzedniej relacji, po wczorajszej inspekcji technicznej naszego samolotu nie mogliśmy przystąpić do zawodów bez dokonania koniecznych poprawek. Musieliśmy jeszcze zmienić kilka szczegółów w naszym modelu. Przyczyną niekorzystnego wyniku inspekcji było niespełnienie  pewnych warunków technicznych. Nasza nocna praca zagwarantowała jednak, że w dniu dzisiejszym udało się zaliczyć inspekcję bez żadnych problemów. Kwestia udziału Pszczoły w zawodach była już więc jasna, należało tylko zgłosić się do punktu informacyjnego, by otrzymać kartę do zapisywania punktów i zająć miejsce w kolejce drużyn chcących występować w tej samej kategorii.

P1010128

Sprawa Regulara wydała się być dla nas mniej optymistyczna. Wyniki inspekcji technicznej Szerszenia, podobnie jak dzień wcześniej jego mniejszej koleżanki Pszczoły, były negatywne. Na wszelkie poprawki nie mieliśmy już jednak całej nocy, a jedynie kilka godzin w czasie zawodów. Czas ten również był ograniczony, ponieważ późniejsze zaliczenie inspekcji skutkowało późniejszym przystąpieniem do oblotów samolotu. Co za tym idzie? Strata punktów. Zawrzało. Determinacja i ambicja kazała nam jednak od razu wziąć się do pracy. Wiedzieliśmy po co tu przyjechaliśmy, więc nie można było odpuścić.

P1010289

Przy obu stołach można było zaobserwować ogromne skupienie na twarzach członków oraz zaangażowanie. Nagle z głośników rozlega się komunikat, że drużyny planujące wziąć udział w kategorii Micro mają zgłosić się na pas startowy. Ostatnie poprawki, szlify, ulepszenia. Nie ma czasu, trzeba iść. Gorące powietrza uderzyło nas zaraz po wyjściu z hangaru. Temperatura była naprawdę wysoka. Ustawiliśmy się w kolejce za pozostałymi drużynami. Wszyscy nasi konkurenci wyglądali na pewnych siebie. No cóż, nie daliśmy się zwieść, czekaliśmy na swoją kolej. Dodatkowym stresem dla nas był fakt, że nadajnik, którym nasz pilot miał sterować Pszczołą jest tym samym nadajnikiem którego używa się przy Regularze. Co to znaczy? W momencie, gdy część ekipy ustawiała się na pasie startowym, by wziąć udział w oblocie w kategorii Micro, druga część ekipy przechodziła inspekcję techniczną Regulara. Do inspekcji potrzebny jest także nadajnik, aby móc sprawdzić, czy wszystko działa jak należy. Na szczęście, udało nam się pogodzić oba te wydarzenia dziejące się niema w tym samym czasie. Pilot zdążył dołączyć na pas startowy zanim nadeszła nasza kolej, po dokonanej inspekcji na samolocie Regular.

Nadeszła ta oczekiwana chwila. Sędziowie wskazali na naszą drużynę jednocześnie dając znać, by wejść na start. Zgodnie z regulaminem bezpośrednio na pas startowy może wejść tylko dwóch członków drużyny- pilot oraz osoba wyrzucająca samolot z ręki. Na wszelkie czynności przygotowujące samolot do startu zawodnicy mają 90 sekund od momentu znaku udzielonego przez  sędziego. Krzyś i Maciej weszli na pas. Pozostali trzymali kciuki oddaleni nieco od dwóch bohaterów tego wydarzenia. Słychać pracę silnika. Pilot zaczął rozgrzewać go. Trzy, dwa, jeden i…Krzysiu z całej siły wyrzucił samolot by nadać mu pęd. Następnie samolot porusza się dzięki energii pochodzącej z silnika. Wszyscy obserwowaliśmy lot małej Pszczoły z zapartym tchem. Delikatnie poruszana wiatrem, po wykonaniu wymaganego okrążenia nad lotniskiem szczęśliwie zbliżała się do lądowania, by koniec końców usiąść delikatnie w obszarze wyznaczonym do lądowania. Hurra! Pierwsza runda zaliczona. Pozostało jeszcze tylko zważyć model wraz i bez obciążenia. Ważenie wykazało, że w kolejnej rundzie spokojnie możemy podnieść wyższą wartość obciążenia, a tym samym zdobyć więcej punktów. Z uśmiechem na twarzy wróciliśmy do hangaru, by zmodyfikować nieco szczegóły budowy samolotu, zwiększyć obciążenie itp.

Ekipa odpowiedzialna za Regulara ostatecznie zaliczyła inspekcję techniczną. Zostaliśmy nawet pochwaleni za świetną konstrukcję naszego samolotu. Niestety w tamtym momencie, na pochwale z ust specjalisty, dobre wiadomości się dla nas skończyły.  Przez opóźnienia z inspekcją techniczną  nie zdążyliśmy wziąć udziału w pierwszym oblocie samolotów klasy Regular. Przepadła pierwsza runda L Chwilowy smutek ustąpił jednak mobilizacji.  Mieliśmy świadomość, że nasz Szerszeń jest dobrym samolotem, gotowym rywalizować z największymi przeciwnikami. Trudno, stało się, pierwsza runda przepadła, ale zawody na jednej rundzie się nie kończą, a i ostateczne rozliczenie punktów zależy od całokształtu.

Znów praca w hangarze. Gorące powietrze wdzierające się przez otwarte drzwi wcale nie ułatwia sprawy. Jest duszno- trudno pracuje się w takich warunkach. Dodatkowo wraz z nadejściem godzin popołudniowych dopadła nas jeszcze jedna przypadłość, a był nią dający się we znaki brak snu. Członkowie naszej ekipy dosłownie usypiali, dając sobie choć krótką możliwość na regenerację.  Ale nie chcieliśmy się poddawać, skądże! Przed nami kolejne rundy w obu kategoriach, było nad czym pracować.

P1010299

 

P1010301

Dobry lot Pszczoły w drugiej rundzie w kategorii Micro dał nam miejsce 4 w klasyfikacji generalnej. Byliśmy bardzo dumni! Mieliśmy jednak świadomość, że musimy jeszcze pracować, by utrzymać, a nawet polepszyć naszą pozycję.

ZOBACZ LOT PSZCZOŁY TUTAJ 

Nadszedł i czas na drugą rundę lotów w kategorii Regular- dla nas był to pierwszy start. Stres, ale i nadzieja, że praca zainwestowana w Szerszenia nie pójdą na marne. W klasie Regular start wygląda inaczej niż w Micro. Oczywiście nie ma tutaj mowy o wyrzucaniu samolotu z ręki- byłoby to niemożliwe. Samolot startuje kołując na pasie startowym, uruchamiany jest bezpośrednio dzięki energii pozyskanej z silnika.
Gdy sędzia wskazał ręką na naszą drużynę, na pas startowy, zgodnie z założeniami regulaminu, wyszło znów tylko dwóch członków.

P1010279

Pozostając poza barierkami obserwowaliśmy całą procedurę startu. Samolot ruszył żwawo, optymalnie dobrany przez nas zespół napędowy dostarczał mu potężnego ciągu, mimo regulaminowego ograniczenia mocy silnika do 1000W.

Po bardzo krótkim rozbiegu samolot oderwał się dziarsko od pasa startowego, mniej-więcej w połowie dystansu przeznaczonego na rozbieg (regulaminowo max 200ft, czyli ok. 60m). Na początku ucieszyliśmy się, że pomimo 10kg?!  żelastwa na pokładzie maszyna tak chętnie wzbiła się w powietrze. Po chwili zauważyliśmy jednak,  że coś jest nie w porządku. Nasz pilot nie zwykł nerwowo zaciągać steru wysokości i gwałtownie wznosić samolotu zaraz po starcie, tymczasem Szerszeń podskoczył gwałtownie i wyrwał się w górę jakby zobaczył na swojej drodze gotowego do ataku Pszczołojada z rozdziawionym dziobem.

Lot przebiegał w bardzo nerwowy sposób. Samolot co chwilę przeciągał, ześlizgiwał się na skrzydło, Maciej ewidentnie miał problem z prowadzeniem go stabilnie po kręgu. Po jednym z zakrętów Szerszeń po przeciągnięciu ześlizgnął się na skrzydło i wpadł w korkociąg. W tym momencie tłum gapiów za naszymi plecami wydał z siebie przeciągłe „ŁoooŁ!” a jeden z nas skomentował sytuacje dosadnym stwierdzeniem: „no to po Regularze…”

Na sekundę przed zetknięciem z twardą Matką Ziemią Maciejowi udało się wyciągnąć Szerszenia z korkociągu i skierować w stronę pasa do lądowania. Szerszeń jeszcze przez chwilę walczył z grawitacją, co chwilę podskakując i nurkując, aż w końcu doleciał do strefy lądowania. Pilot posadził go zaraz obok pasa, wzbijając kłąb kurzu i skiby wyrwanej trawy.

Ze względu na obecność wysokiej anteny, znajdującej się na początku lądowiska, do lądowania trzeba było podchodzić prawie w poprzek pasa, czyli w zasadzie prosto na pilota, stojącego obok niego pomocnika (Krzysia) oraz kierownika lotów. Maciej chcąc uniknąć otrzymania nagrody za najbardziej krwawą katastrofę zawodów zdecydował się zachować bezpieczny odstęp od samolotu, który ewidentnie miał problem  ze stabilnym lotem. Pilot wolał skierować rozpędzone i ledwo sterowne 15kg stali i drewna na trawę, niż ryzykować zetknięcie się z tym sprzętem. Trawa dodatkowo amortyzuje i hamuje maszynę, chroniąc ją przed otrzymaniem większych obrażeń.

Lot oczywiście nie został zaliczony. Do betonowego pasa zabrakło 1,5m.

Przyczyną problemów okazał się być pośpiech i stres. Zawiódł popychacz steru wysokości, który wykręcił się niemal całkowicie, trzymając się na ostatnim zwoju gwintu. Pilotowi brakowało zakresu ruchu steru, który przez cały czas był zaciągnięty do góry. To tłumaczy ciągłe przeciąganie samolotu i ogromne problemy ze sterowaniem, które w tej sytuacji wymagało dość nietypowego podejścia.

Postronny obserwator mógłby powiedzieć, że ten lot był zakończony niepowodzeniem. My wiemy, że to sukces, bo ostatecznie mamy w rękach nieuszkodzony samolot, który w ciągu ostatnich 2 minut kilka(naście) razy otarł się o totalną demolkę.

Gdy kurz opadł a widzowie mogli już odsapnąć, zamiast pozostawać w gotowości do ucieczki kierownik lotów poklepał pilota po ramieniu mówiąc „thank you for bringing it back that way”. Biorąc pod uwagę fakt, że wybrane przez organizatorów miejsce zupełnie nie nadawało się do przeprowadzania takich zawodów, cała sytuacja była trochę niebezpieczna.

Dzień na zawodach zbliżał się powoli do końca. Został jeszcze ostatni oblot kategorii Micro. Do rundy trzeciej, w której miała wziąć udział nasza Pszczoła, podeszliśmy z optymizmem i nadzieją. Niestety po tej rundzie, koniec końców uplasowaliśmy się na miejscu 5 w klasyfikacji generalnej. Ale to nic, jak to mawiając „przecież jutro też jest dzień”.

No właśnie! Jutro też jest dzień. Pierwsze loty  w trzeciej rundzie klasy Regulara rozpoczną się o 8.00. Przez wzgląd na odległość naszego domu do miejsca zawodów musimy wyjechać jednak dużo wcześniej. Zamieszczając tę relację obserwuję moich śpiących kolegów. Nie potrzeba było im wiele. Takie zmęczenie sprawia, że każda siedząca nawet pozycja staje się najlepszą z możliwych do snu. Naprawdę wszyscy zasłużyli na to by się choć trochę wyspać i zebrać siły na kolejny dzień.

Trzymajcie za nas koniecznie kciuki w kolejnym dniu zawodów. Gwarantujemy relację jak tylko nadarzy się ku temu sposobność.

RELATED POST

RELATED POST
28/07/2017

Warsztaty lotnicze na Wolnym Dziedzińcu

Już w tą sobotę (29.07) będziemy mieli zaszczyt poprowadzić dla Was warsztaty [more]

24/06/2017

Zakończenie zawodów AUVSI SUAS 2017

Zawody AUVSI SUAS dobiegły końca, a my po wielogodzinnej podróży, bezpiecznie dotarliśmy [more]

9/06/2017

Honorowy Patronat Prezydenta Miasta Poznania

Miło na poinformować, że nasz projekt został objęty Honorowym Patronatem Prezydenta Miasta [more]

Ruszamy do Ameryki!

10/03/2015

Ruszamy do Ameryki!

Tyle pisaliśmy o przygotowaniach do zawodów, opowiadaliśmy o godzinach spędzonych na budowaniu samolotów w modelarni. Nastał w końcu długo oczekiwany czas, na to, żeby wyruszyć do Stanów Zjednoczonych. Wylot odbył się w sobotę 07.03.2015. Ruszyliśmy z lotniska w Berlinie samolotem linii Airberlin, był to Airbus A330.

DSCF0207

Po ośmiogodzinnym locie szczęśliwie dotarliśmy do Nowego Jorku, gdzie zastał nas… śnieg! Tak, Nowy Jork zasypało. W oczekiwaniu na kolejny samolot, mieliśmy kilkugodzinną przerwę. Wykorzystaliśmy ją między innymi na krótką bitwę na śnieżki. Białe kulki  fruwały ponad, znanymi na cały świat, żółtymi taksówkami.

SONY DSC

SONY DSC

 

Mieliśmy niesamowity ubaw, zwłaszcza, że  wiedzieliśmy gdzie będziemy już kilka godzin później. Kolejny lot: Nowy Jork- Miami. Tym razem Boeing 757 linii American Airlines. Wieczorny start samolotu ubogacony był niezapomnianym widokiem oświetlonego milionem lamp miasta. Nic nie jest w stanie opisać, jak duże zrobiło to na nas wrażenie. Również i ten lot odbył się bez żadnych problemów.

 

Kiedy ubrani w kurtki opuszczaliśmy samolot, wyglądaliśmy dość nienaturalnie wśród mieszkańców stolicy Florydy. Faktycznie, nie potrzebowaliśmy wiele czasu, by zorientować się, że zamiast kurtek  w Miami aktualnie pożądane są krótkie spodenki i T-shirty, a pełne buty ze swobodą można zamienić na japonki. Panująca temperatura otoczenia spotkała się z ogólną aprobatą ekipy. Stęsknieni słońca z ogromną radością powitaliśmy nowe warunki atmosferyczne.

Zmęczeni wielogodzinną podróżą udaliśmy się jeszcze do wypożyczalni samochodów. Potrzebowaliśmy tego środka transportu, aby zapewnić sobie swobodę poruszania. Podzieliliśmy naszą ekipę na dwa auta i do boju, Floryda czeka!

Już pierwsza noc zapewniła nam przygody. Stany Zjednoczone od początku zadbały o to, byśmy o nie zapomnieli żadnej z chwil tam spędzonych. Lądując w Miami mieliśmy zamiar przenocować w jakimś przydrożnym motelu, by od rana ruszyć dalej w trasę. Jakie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że to wcale nie jest takie oczywiste. Na Florydzie sezon wakacyjny kwitnie, co skutkuje brakiem wolnych miejsc w praktycznie każdym napotkanym przez nas hotelu. Dodatkowo ci, co miejsca wolne mieli, proponowali ceny nie do przyjęcia. Zastanawiacie jaki był efekt nocnego poszukiwania? Krążyliśmy w tą i z powrotem, ostatecznie spędzając pierwszą noc w samochodzie. To miało swój klimat, naprawdę! Wschód słońca pobudził nas do działania. Uznaliśmy, że należy wykorzystać nowo rozpoczynający się dzień. Po śniadaniu, udaliśmy się na plażę w Miami. Mimo, że słońce nie rozpieszczało nas w pierwszych chwilach, nie mogliśmy narzekać na temperaturę, która była wystarczająca do oceanicznych kąpieli.

DSCF0706

 

Pobyt w Stanach Zjednoczonych przybliża nas do zawodów. Coraz mocniej zdajemy sobie sprawę z tego, co czeka nas już za kilka dni. Pewnie jesteście ciekawi, co się stało z naszą skrzynią? Pisaliśmy kilka dni temu, że dostała się do USA. To prawda. Jednak, podany wcześniej fakt, że przesyłka jest w Stanach Zjednoczonych, wcale nie oznacza, że już mamy w swoim posiadaniu nasze samoloty. Z obserwacji drogi (link załączony był w poprzednim artykule) przebytej przez skrzynię wiemy, że przesyłka jeszcze nie przeszła odprawy celnej. Rozmowa telefoniczna z pracownikiem firmy DHL, zdawała się gwarantować, że obecna sytuacja nie powinna być dla nas źródłem dodatkowych problemów. Cały czas staramy się mieć rękę na pulsie. Poinformujemy Was jak tylko, dowiemy się, jak wygląda sytuacja.

Kończąc pozdrawiamy serdecznie zza wielkiej wody! Czekajcie na kolejne relacje, które pojawią się już niebawem. Jednocześnie zachęcamy do obserwowania naszej strony internetowej w czasie samych zawodów, tj. 13-15 marca. Wówczas planujemy zdawanie relacji „na żywo”
z lotniska w Lakeladn i przebiegu konkursu.

 

RELATED POST

RELATED POST
28/07/2017

Warsztaty lotnicze na Wolnym Dziedzińcu

Już w tą sobotę (29.07) będziemy mieli zaszczyt poprowadzić dla Was warsztaty [more]

24/06/2017

Zakończenie zawodów AUVSI SUAS 2017

Zawody AUVSI SUAS dobiegły końca, a my po wielogodzinnej podróży, bezpiecznie dotarliśmy [more]

9/06/2017

Honorowy Patronat Prezydenta Miasta Poznania

Miło na poinformować, że nasz projekt został objęty Honorowym Patronatem Prezydenta Miasta [more]

Brazylia naszymi oczami, czyli relacja z SAE AeroDesign Brasil 2014 – pierwsze dni

30/10/2014

Brazylia naszymi oczami, czyli relacja z SAE AeroDesign Brasil 2014 – pierwsze dni

Naszą przygodę zaczeliśmy od… jakżesz przyjemnego lotu Francuskimi Liniami Lotniczymi Air France, które początkowo przetransportowały nas z Berlina do Paryża Airbusem A321 a następnie  Airbusem A330 z Paryża do Rio de Janeiro. A321, A330 – tak muszę to napisać jeszcze raz gdyż dla pasjonatów lotnictwa same nazwy robią wrażenie a co dopiero możliwość … zobaczenia kokpitu. Nikt nas nie zapraszał – „zaprosiliśmy się sami „, siła perswazji, język angielski i uprzejmość robią swoje ; )))

Pierwszy przelot- stosunkowo krótki, drugi trwał  ponad 11 godzin. Na całe szczęście szerokokadłubowy samolot przeznaczony na dłuższą trasę, był dobrze wyposażony w czasoumilacze (osobisty telewizor z filmami , grami oraz dobrą muzyką a do tego obiad, drinki i przemili stewardzi). Ci którzy do tej pory latali tylko z Ryanairem czuli się jak w klasie biznes. Część chłopaków, ubolewała tylko nad brakiem stewardess (młodszych… dużo młodszych aniżeli te na pokładzie ;). Otuleni w polarowe kocyki błyskawicznie zasneliśmy. Lot minął szybko i przyjemnie.

Lot

Zachód słońca nad Atlantykiem

Różnicę temperatur odczuliśmy niemalże od razu, kiedy wysiadając w nocy z samolotu na lotnisku Rio de Janeiro – Galeão (ok. 20 km od centrum)  uderzyła nas fala ciepła 80-ciu stopni Fahrenheita czyli  około 27 stopni Celsjusza. Kurtki spakowaliśmy do walizek ( Huraaaa ! :)).

Ze względów bezpieczeństwa (według przewodników- Brazylia, to kraj rozbojów i raj dla kieszonkowców ), postanowiliśmy do hotelu pojechać taksówką. Niestety brak umiejętności porozumiewania się w języku angielskim ze strony Brazylijczyka i brak znajomości języka portugalskiego z naszej strony spowodował pewne opóźnienia w dotarciu do celu. Jednakże język migowy i międzynarodowe słowo hotel były zrozumiałe dla obu stron 😉

Po dotarciu na miejsce, żądni przygód jeszcze tej samej nocy udaliśmy się na spotkanie z Aleksem -Brazylijczykiem, który oprowadził nas po Rio de Janeiro. Ignorując ostrzeżenia pochodzące z wszelakich źródeł łącznie z internetem, za namową Aleksa, wybraliśmy się na kolację autobusem, tak zwanym przez nas „rekinem”. Tu małą dygresja. W Rio Autobusy stanowią około 25% ruchu ulicznego i stanowią podstawowy środek komunikacji zbiorowej. Ich kierowcy darzą innych użytkowników dróg równym poważaniem jak kierowcy Ukraińskich TIR-ów;) Co kończy się scenami znanymi z filmów przyrodniczych gdy „ławice” innych kierowców, tudzież pieszych rozstępują się przed szarżującym drapieżnikiem (autobusem). I stąd właśnie skojarzenie z rekinami – to autobusy są tu na końcu łańcucha pokarmowego… ). Szaleńczy sposób prowadzenia pojazdów i nagminnie łamane przepisy ruchu drogowego przypominają nam kierowców włoskich autobusów. A piesi traktujący sygnalizację świetlna jak ozdoby choinkowe zdają się posiadać to samo DNA.

Po kolacji żądni egzotyki  poszliśmy na plażę -najsłynniejszą w Brazylii (Copacabana). Wiatr umiarkowany, woda ciepła- brak Caipirinhi. Stamtąd autobusem, wróciliśmy do hotelu.

Dzięki Rektorowi Politechniki Poznańskiej Panu Tomaszowi Łodygowskiemu, a także koncernowi Volkswagen Brazil, udostępniono nam trzy samochody, ułatwiające tym samym bezpieczną jazdę po kraju oraz dotarcie do wielu pięknych miejsc. Były to dwa auta Volkswagen Saveiro Cross oraz Volkswagen Fox (auta- noooowiutkie ;)).

Nasze samochody

Następnego dnia z pomocą Alexa, udało nam się obejrzeć główne atrakcje turystyczne Rio de Janeiro.

Między innymi Głowę Cukru (Pão de Açúcar), góra o wysokości ok 400m, na którą wjeżdżaliśmy kolejką liniową podziwiając panoramę Rio.

Doroga na Głowę Cukru

Następnym wyzwaniem turystycznym  (zwłaszcza dla tych, którzy mają na sobie klapki) było Corcovado, góra na szczycie której znajduje się 38 metrowy pomnik Chrystusa Odkupiciela. Jej wysokość  to  ponad 700m – a ze szczytu rozciąga się widok na panoramę Rio. Niestety trafiliśmy na mgłę, ale mimo wszystko krajobraz zapierał dech w piersiach.

Widok z Corcovado

Chrystus Odkupiciel

Zwiedziliśmy też Park Narodowy Tijuca , plażę Ipanema oraz słynne punkty widokowe na Rio de Janeiro (m.in. Miranta Dona Marta, Pedra Bonita, Vista Chinesa).

Widok na Głowę Cukru

Rio

Tijuca

Dzielnica Lapa była miejscem, po którym poruszaliśmy się najczęściej(ze względu na bliskość położenia  hotelu). Wyglądająca na spokojną i cichą, nocą zamieniała się w raj dla imprezowiczów spragnionych tańca i gorących brazylijskich rytmów.

Najbardziej charakterystycznym miejscem Lapy są Schody Selarón. 200 stopni, na które składa się  ponad 2 tys. kolorowych płytek ceramicznych ułożonych przez słynnego artystę Jorge Selaron, którego to notabene martwego znaleziono w 2013 roku na stworzonym przez niego dziele.

Lapa

W stolicy karnawału łatwo było zapomnieć o celu naszej podróży. Jednakże czas zwiedzania dobiegł końca i przemieściliśmy się do Sao Jose dos Campos, siedziby firmy Embraer, gdzie miały rozpocząć się zawody. 

Trasa była długa, za to widoki – fantastyczne. Droga często wiodła wśród gór wznoszących się tuż przy wybrzeżu. Po 5 godzinnej jeździe próbując przedostać się w gląb lądu na autostradę Rio-Sao Paulo okazało się że droga ta była stroma, kręta a w wyniku remontu „zniknął” asfalt i nawierzchnia była tak nierówna że w trosce o podwozie FOX-a (udostępnionego przez Volkswagena)  zawróciliśmy.

_MG_5032

_MG_3911

Po kolejnych godzinach jazdy we właściwym kierunku  i po dobrej nawierzchni dotariśmy do miejsca które było jednocześnie nasza „modelarnią” i miejscem do wypoczynku. Choć powiedzmy szczerze na odpoczynek nie mieliśmy co liczyć !

Untitled 1

RELATED POST

RELATED POST
27/04/2015

Trzeci i ostatni dzień zawodów

Po nocy, poświęconej w dużej części na naprawę Szerszenia, wybieramy się na [more]

26/04/2015

Drugi dzień zawodów

Sobotni poranek zaczynamy pobudką o 5:30. Nie sprawia nam to dużego problemu, [more]

25/04/2015

Pierwszy dzień zawodów

Długo czekaliśmy na chwilę rozpoczęcia zachodniej edycji zawodów SAE Aero Design. Z [more]

Copyright All Right Reserved 2016 Themenum