dzien 1 – 2012

By | 12 marca 2012

12.03.2012

– poniedzialek


Godzina 7:30 czasu polskiego. 3-litrowe V6 cicho pomrukuje, gdy nasza
aeroklubowa Caravella mknie po autostradzie w kierunku lotniska Warszawa-Okecie.
Niestety monotonia gladkiej autostrady oraz ciagle postekiwanie Macieja na temat
jego pelnego pecherza usypia pilota Wojtasa. W efekcie, zdani wylacznie na
niezbyt dokladna nawigacje w telefonie Grzesia, naszego kierowcy, ostatnie 50
kilometrów trasy pokonujemy po szutrze i resztkach asfaltu, wydziurowanych
niczym dzwigary po ataku Tak’O Walczersa.



Gdy w koncu szczesliwie docieramy do celu, dowiadujemy sie ze nasz pospiech byl
zbyteczny – otrzymujemy informacje ze samolot lecacy w kierunku Londyn-Heathrow
oderwie sie z plyty warszawskiego lotniska z 40-minutowym opóznieniem. Zeby
stracic nadmiar czasu eksplorujemy wszystkie zakamarki warszawskiego lotniska,
natykajac sie na dwie wyszczerzone France.




Okolo godziny 18, czasu obowiazujacego w Londynie kpt. Godzina sadza maszyne na
pasie lotniska Heathrow z godzinnym opóznieniem. Chyzo ruszamy w kierunku stacji
metra, którym przemieszczamy sie przez najblizsze 2 godziny do centrum.
Docieramy do mieszkania kuzynki Macieja, która zgodzila sie nas przenocowac w
nadziei, ze nie zasiejemy chaosu ani zniszczenia. Zeby zminimalizowac czas
ekspozycji mieszkania na destruktywne dzialanie niektórych czlonków ekipy,
Maciej pospiesznie wyprowadza zaloge na zewnatrz, by rozpoczac bardzo intensywne
zwiedzanie.


Proces zwiedzania rozpoczynamy od wizyty w pobliskim sklepie, gdzie zakupione
zostaja przedmioty niezbedne do rytualnej inicjacji wyjazdu – puszki wypelnione
po brzegi ambrozja – Doktorem Pepperem. Kazdy z uczestników jest zmuszony wypic
ze smakiem cala zawartosc swojej puszki, by stac sie oficjalnie czescia ekipy.



Po zakupach ruszamy truchtem by obejrzec Big Bena, Tower Bridge, London Eye,
London Bridge, Piccadily, oraz wnetrze pobliskiego MakDonalda. Z pelnymi
brzuchami, zmeczeni po biegu przez Londyn, kladziemy sie spac. Jutro o 7 rano
ruszamy dalej.